Amerykańska sieciówka Burger King prowadzi zaawanasowane rozmowy w sprawie przejęcia sieci kanadyjskich kawiarni Tim Hortons. Jeśli transakcja, która jest wyceniana na około 11 mld dol, dojdzie do skutku, to powstanie trzeci największy fast food na świecie, z łącznymi obrotami rzędu 23 miliardów dolarów rocznie.

Według sporządzonego przez Bloomberg rankingu największych sieci barów szybkiej obsługi na świecie, czyli takich, które mają najwięcej lokali, na pierwszym miejscu wcale jakby mogło się zdawać nie jest McDonlad’s, ale Subway, który ma ponad 37 tys. lokali. Dopiero drugie miejsce w rankingu zajmuje McDonald’s z 33,4 tys. restauracji. Obecnie na trzecim miejscu plasuje się KFC z niemal 17,4 tys. lokali, jednak po sfinalizowaniu transakcji między Burger King z Tim Hortons, to ten gigant zajmie trzecie miejsce na podium z 18 tys. lokali. Dziś Burger King jeszcze bez sieci kawiarni ma 12,5 tys. restauracji i pod względem liczby lokali jest również za Starbucks’em i Pizzą Hut.

Po przejęciu nie będzie jednak nowych szyldów Burger King, obie firmy dalej będą prowadzić działalność pod swoimi pierwotnymi markami, a jedynie usługi korporacyjne będą wspólne. Znawcy rynku fast food’ów podkreślają, że przejęcie sieci australijskich kawiarni to odpowiedź Burger Kinga na działania McDonald’s, który agresywnie wszedł na rynek kawy z linią McCafe.

Po nabyciu Tim Hortons, obie spółki zachowają swoją odrębność i Burger King nie będzie sprzedawać kawy Tim Hortons, a w kawiarni nie będzie można zjeść burgera. Ponadto amerykański gigant w wyniku tej transakcji będzie mógł skorzystać z tzw. schematu inwersji podatku. To podatkowy manewr, który daje możliwość by przedsiębiorstwo przejmujące firmę z innego państwa, w którym są niższe podatki, rozliczało się według stawek podatkowych kraju firmy przejmowanej. Dlatego też siedziba Burger Kinga ma zostać przeniesiona z Miami do Oakville w Ontario. Jednak w oficjalnym oświadczeniu Burger Kinga nic nie wspomina o optymalizacji podatkowej, a jedynie informuje, że obie firmy będą miały centralę w kraju, w którym znajduje się najwięcej punktów sprzedaży. Według wyliczeń całkowite korzyści podatkowe jakie może osiągnąć przedsiębiorstwo, w wyniku przeniesienia siedziby do Australii, to nawet 46%.

To już kolejna amerykańska spółka, która zdecydowała się skorzystać z możliwości inwersji podatkowej i wyprowadzić się ze Stanów Zjednoczonych. W ostatnich miesiącach zrobiły, to m.in. spółki z branży farmaceutycznej Meddrtronic i AbbVie, które połączyły się odpowiednio z podmiotami z Irlandii oraz Wielkiej Brytanii.

Oczywiście takie praktyki wywołują ogromne kontrowersji w USA, a demokratyczny senator z Ohio Sherrod Brown otwarcie namawia do bojkotu sieci burgerów, sugerując, że wielbiciele takiego jedzenia powinni pojawiać się w placówkach firm, które nigdy nie wyprowadziły centrali poza USA w celu unikania podatków.

Wstecz